BLOG EMOCJE & WSPARCIE

Samotność we dwoje – gdy opieka nad dzieckiem z niepełnosprawnością rujnuje związek

Mało kto o tym mówi. Jeszcze mniej osób pyta. A przecież dzieje się to częściej, niż można by przypuszczać. W domach, w których dorasta dziecko z niepełnosprawnością, między rodzicami coraz częściej zapada cisza. Najpierw z braku sił. Potem z braku czasu. A na końcu – z braku bliskości. Bo czasem największą samotność odczuwa się właśnie wtedy, gdy jest się obok kogoś, z kim miało się dzielić życie.

Związek w trybie przetrwania

Od momentu diagnozy wszystko się zmienia. Plany, rozmowy, marzenia, rytuały, wieczory, poranki. Nagle jedno (albo oboje) z partnerów wchodzi w tryb organizatora – trzeba znaleźć terapeutów, lekarzy, załatwić dokumenty, ułożyć dzień wokół potrzeb dziecka. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Związek? Intymność? Spacery we dwoje? Śmiech przy kolacji? Te rzeczy czekają. Czekają… aż się „unormuje”. Aż „będzie lepiej”. Aż „będzie czas”.

Tylko że często lepiej nie przychodzi, a czas nigdy się nie pojawia.

Pojawia się napięcie, które nie znika

Kiedy jedno z partnerów przejmuje główną rolę opiekuńczą, drugie może czuć się zepchnięte na margines. A może to ono pracuje po 10 godzin, by utrzymać rodzinę? A może jedno zamknęło się w sobie, bo nie umie unieść tego, co się dzieje? Może zaczynają się nieporozumienia:

  • „Nie angażujesz się.”
  • „Nie rozumiesz, ile to wszystko kosztuje.”
  • „Nigdy cię nie ma, zawsze jestem z tym sama.”
  • „Czepiasz się, przecież robię, co mogę.”

I choć oboje mają rację, to coraz trudniej je do siebie przybliżyć. Zamiast wspólnoty pojawia się napięcie – ciągłe, ciche, niezauważalne dla świata, ale destrukcyjne w środku.

Bliskość fizyczna to jeden z pierwszych obszarów, który znika. Nie dlatego, że przestało się kochać. Ale dlatego, że nie ma przestrzeni – ani dosłownej, ani emocjonalnej. Zmęczenie, stres, lęk o przyszłość, brak snu, a często i brak snów – wszystko to zabiera miejsce na czułość. Czasem rodzi się poczucie winy:

„Jak mogę myśleć o sobie, gdy moje dziecko cierpi?”
„Nie mam prawa do przyjemności, kiedy codziennie walczymy o normalność.”

Czasem – niechęć, która nie wynika z braku miłości, ale z nadmiaru bólu.

A przecież to właśnie bliskość mogłaby być ratunkiem.
Ale rzadko ma szansę się pojawić.

Między nami a światem – mur

Związki rodziców dzieci z niepełnosprawnością często funkcjonują w izolacji. Znajomi się wykruszają. Rodzina nie rozumie. „Macie siebie” – słyszymy. Ale to „mieć siebie” czasem oznacza tylko wspólne planowanie kolejnej wizyty u neurologa, odwołanie urlopu, nieprzespaną noc przy ataku padaczki.

Długotrwała izolacja społeczna niszczy relację – bo nie ma przestrzeni, w której można złapać oddech, porozmawiać o czymś innym niż rehabilitacja i opieka. Brakuje śmiechu, zwykłych głupot, które kiedyś łączyły. Brakuje nas – dawnych, lekkich, spontanicznych.

Czy da się to uratować?

Nie zawsze. I trzeba mieć odwagę to powiedzieć. Niektóre związki nie wytrzymują ciężaru chronicznego stresu i braku wsparcia. Rozpadają się nie z powodu braku miłości, ale z powodu przeciążenia, zaniedbania emocjonalnego i samotności. Ale wiele można uratować – jeśli tylko damy sobie wzajemnie zgodę na słabość.

To nieprawda, że „najpierw dziecko, potem my”. Bo jeśli nie ma „nas”, to nikt nie udźwignie codzienności. A bliskość nie odciąga od opieki – ona jest paliwem do dalszego działania.

Co możesz zrobić?

  • Rozmawiajcie. Nawet jeśli to trudne, zacznij od prostego „jak się czujesz?”. Nie tylko jako rodzic – jako człowiek.

  • Dajcie sobie przestrzeń. Każde z Was potrzebuje czegoś innego – i to jest OK.

  • Zadbajcie o wsparcie z zewnątrz. Czasem pomocna będzie rozmowa z terapeutą, czasem udział w grupie wsparcia.

  • Pamiętajcie, że nie jesteście jedyni. To, czego doświadczacie, spotyka wielu. Wstyd i milczenie tylko to pogłębiają.

 

Nie musicie przez to przechodzić sami

W naszej Fundacji prowadzimy bezpłatne, kameralne grupy wsparcia online dla rodziców i opiekunów OzN. To przestrzeń, gdzie można opowiedzieć swoją historię – bez oceniania, bez doradzania, bez presji. Można płakać. Można się śmiać. Można milczeć. I można w końcu poczuć, że nie jesteście sami. Ani jako rodzice, ani jako partnerzy.

Bo w tym wszystkim – Wy też jesteście WAŻNI. 

2 komentarze

  1. To prawda, że bycie rodzicem OzN jest znacznie trudniejszym wyzwaniem i nie każde małżeństwo czy związek partnerski dają radę przetrwać. Zdarzają się jednak rodziny, które takie przeżycia jeszcze bardziej scalają. Pielęgnowanie więzi dotyczy każdego z nas. Niezależnie od tego, czego doświadczamy w życiu, należy dbać o relacje z najbliższymi. Nigdy nie wiemy, kiedy możemy stracić bliskie nam osoby. To jest niestety brutalne, ale prawdziwe. Z drugiej strony trzeba też umieć stawiać granice i nie dać się wykorzystywać, bo życie mamy tylko jedno. To nie jest gra, to rzeczywistość.

  2. Niestety doświdczam czasami tej samotności,braku bliskości. Są momenty,że się złoszczę, czasami odpuszczam. Jedno co robię łapie chwilę w ciągu dnia,bo wieczorem oboje jesteśmy padnięci. W ciągu dnia jeżeli mąż jest w domu i jeśli jest taka możliwość,to zostawiam inne sprawy,aby choć kilka minut z nim poleźeć. Zabiegam o to by się do niego przytulać chociaż na kilka sekund.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz również polubić